miłość nauczyciela do uczennicy

Pozostałe kary dla nauczyciela. Kara wydalenia z zawodu nauczyciela jest najcięższą karą dyscyplinarną przewidzianą w pragmatyce nauczycielskiej. W przypadku zagrożenia nałożenia takiej kary obwiniony nauczyciel ma prawo do obrońcy z urzędu, jeżeli nie ma obrońcy z wyboru. Zagrożenie nałożenia takiej kary – występuje, gdy M jak Miłość; Na dobre i na złe; Barwy szczęścia; Na Wspólnej ; Przyjaciółki ; Ksiądz do uczennicy z Chojnic: Wolniej to będziesz krzyczała do męża podczas nocy poślubnej . Możecie powiedzieć, że przecież wątek miłość nauczyciela do uczennicy (czy odwrotnie) nie jest odkrywczy i przyznam wam rację. Ale to, jak opisała go Elżbieta Sidorowicz jest wyjątkowe, niezwykle plastyczne i poetyckie. Strona główna Forum Miłość nauczyciela i uczennicy. Dodany: 11.04.2014 00:22 | Autor: elwen. Książki i okolice> Zestawienia tematyczne. Miłość nauczyciela i Nie należy się obawiać tego, co powinno być powiedziane: Safona czuła miłość, prawdziwą, nacechowaną szczerym uczuciem i erotyzmem miłość do uczennicy, którą teraz żegna. Łapczywie spija każde słowo z jej delikatnych ust, gdyż są to ostatnie słowa, jakie dane jej usłyszeć. Ciało jej rwie się i buntuje, serce już tęskni. nonton film danur 2 full movie lk21. – Skandalem jest w XXI wieku czytać słowa nauczycielki: „Dziewczyny nie mogą chodzić w rozpuszczonych włosach, żeby nie dekoncentrować chłopców”. Naprawdę?! Szkoła ma uczyć, czym jest seksizm, a nie że pani się wydaje albo usłyszała w kościele, że coś jest jakieś – Alina Czyżewska z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska walczy, żeby polskie szkoły zaczęły wreszcie respektować prawo. NEWSWEEK: Jak często w polskich szkołach łamane są prawa ucznia? ALINA CZYŻEWSKA, WATCHDOG POLSKA: (chwila ciszy) Może najpierw rzucę wulgaryzmami, a dopiero potem zaczniemy rozmawiać. Jestem tak sfrustrowana tym tematem, aż ciężko mi mówić. Kocham się w nauczycielu historii, czy mam szanse? Mam powodzenie u kobiet, ale polonistka mnie ignoruje, jak zwrócić jej uwagę? Zakochałam się w wychowawcy, jak mu to powiedzieć? „Zakochane” w swoich nauczycielach i nauczycielkach uczennice i uczniowie zwykle w ciszy przeżywają swoje rozterki. Co jednak robić, kiedy zaczynają nam okazywać swoje zainteresowanie? Fora internetowe pełne są pytań zakochanych w swoich nauczycielkach lub nauczycielach uczennic i uczniów: „Co mam robić?” pytają jedni, „Jak ją/jego zdobyć?” – inni. Często historie zakochanych osób mają dramatyczny wydźwięk i wydaje się, że dzielące się nimi osoby faktycznie cierpią z powodu nieszczęśliwej miłości. Ale są i tacy uczniowie (głównie chłopcy), którzy wydają się postrzegać wzbudzające ich zainteresowanie osoby (z reguły nauczycielki) jako obiekty seksualne; piszą o nich bez szacunku czy wręcz wulgarnie, proszą o rady, jak je „uwieść”, „zaliczyć” czy „złamać ich opór”.POLECAMY Te internetowe wpisy znajdują odbicie w prawdziwym życiu. Zauroczenia, a nawet „beznadziejne przypadki” zakochania młodych ludzi w ich nauczycielach i nauczycielkach są stare może nie jak świat, ale prawdopodobnie tak samo, jak sama idea szkoły. Mimo to nauczycielki i nauczyciele często nie są przygotowani do tego, jak sobie z tym radzić; nie przygotowuje się ich do tego na studiach, nie ma z tego szkoleń – można ewentualnie liczyć na to, że ktoś z mających większe doświadczenie zawodowe koleżanek czy kolegów podzieli się swoją wiedzą, ale nie wszyscy mają odwagę zapytać. Co zatem robić, kiedy uczennica lub uczeń okazują nam niechciane awanse? Zakochane dzieci… Zakochanie w nauczycielce czy nauczycielu mogą deklarować już dzieci w szkole podstawowej, choć częściej mówi się o tym w kontekście starszych nastolatków. W zależności od grupy wiekowej obraz i przyczyny zjawiska są nieco inne. U dzieci taka „miłość” jest z reguły platoniczną fascynacją wynikającą z idealizowania obiektu westchnień. Rzadko wiąże się to z podejmowaniem próby nawiązania z nauczycielem lub nauczycielką relacji, którą można by nazwać „związkiem” – to jeszcze nie ten etap rozwoju. Dzieci najczęściej nie okazują swoich uczuć wprost, choć oczywiście mogą starać się zwrócić na siebie naszą uwagę, zdobyć naszą sympatię, zasłużyć na pochwałę (np. pilniej się ucząc czy pomagając nam). Zachowania te często trudno odróżnić od „zwykłej” sympatii uczennic i uczniów, zwłaszcza jeśli nauczyciel(ka) ogólnie cieszy się sympatią swoich podopiecznych. Często nie chodzi tylko o aspekt fizyczny – nauczycielki i nauczyciele regularnie spędzają czas z uczniami (a więc są warunki do rozwoju uczucia), poza tym mogą być postrzegani jako mający do zaoferowania dużo więcej niż rówieśnicy: szerokie horyzonty, wiedzę, kulturę osobistą, doświadczenie, emocjonalną dojrzałość. Młodsi uczniowie i uczennice najczęściej „uwielbiają na dystans” i zwykle nie oczekują od obiektu westchnień niczego specjalnego. Dzięki temu większość nauczycieli najczęściej nie wie nawet, że za sympatią uczennicy czy ucznia kryje się coś więcej. W takiej sytuacji w zasadzie nie ma problemu – dla żadnej ze stron. Ale może też zdarzyć się tak, że uczennica lub uczeń szkoły podstawowej zdecyduje się jakoś dać nam znać o swoich uczuciach: wyśle nam list miłosny, SMS lub zwierzy się w rozmowie. Czasem takie informacje mogą też dotrzeć do nas za pośrednictwem osób trzecich – innych uczniów, którym ta osoba się zwierzyła ze swych uczuć (a którzy okazali się niegodni zaufania), rodziców czy też innych nauczycieli, którym dziecko się zwierzyło lub którzy, obserwując je, wyciągnęli swoje wnioski. …i nastolatki Nieco inaczej jest z dojrzewającymi nastolatkami, choć one także raczej rzadko decydują się powiedzieć przyciągającym ich zainteresowanie nauczycielom o swoich uczuciach. Młodzież najczęściej zdaje sobie sprawę, że związek z nauczycielką czy nauczycielem nie wchodzi w grę lub nie byłby czymś właściwym. Jednak zdarza się, zwłaszcza gdy osoba ucząca jest singlem, że nastolatki decydują się ujawnić swoje uczucia lub też okazują swoje zainteresowanie w sposób tak ewidentny, że nie sposób go nie zauważyć, np. wpatrują się w nauczycielkę lub nauczyciela, prawią komplementy, starają się być fizycznie blisko (np. siedzą w pierwszej ławce, niby przypadkiem spędzają przerwę tam, gdzie mamy dyżur, chcą siedzieć koło nas w teatrze lub kinie podczas klasowego wyjścia), ale czasem też robią dwuznaczne, a nawet wulgarne uwagi i dopuszczają się zachowań o charakterze molestowania seksualnego. W przypadku nastolatków możemy mówić o „burzy hormonalnej” – w okresie dojrzewania rozwija się ich seksualność i nasilają się oraz konkretyzują związane z nią potrzeby. Jednak często nie chodzi tylko o aspekt fizyczny – nauczycielki i nauczyciele regularnie spędzają czas z uczniami (a więc są warunki do rozwoju uczucia), poza tym mogą być postrzegani jako mający do zaoferowania dużo więcej niż rówieśnicy: szerokie horyzonty, wiedzę, kulturę osobistą, doświadczenie, emocjonalną dojrzałość. Może działać też reguła niedostępności: „zakazany owoc” jest w naszych oczach bardziej interesujący i wartościowy niż to, co mamy w zasięgu ręki. Uwagę nastolatków zwracają różne osoby: rówieśnicy, celebryci, a także nauczyciele. W przypadku tych ostatnich, mimo zasadniczej różnicy między uczniem a nauczycielem w hierarchii szkoły, w praktyce różnica wieku może wynosić zaledwie kilka lat, co w oczach ucznia może już być barierą „do przeskoczenia”. Nastolatek patrzy na sytuację inaczej niż osoba dorosła, przede wszystkim nie bierze pod uwagę możliwych konsekwencji nawiązania romansu z nauczycielką czy nauczycielem. Przyjęto, że dopiero od 15 człowiek może, zgodnie z prawem, podejmować decyzje o swoim życiu seksualnym, jednak nie ma się co oszukiwać – przy tym poziomie edukacji seksualnej, jaką mamy w Polsce, nawet znacznie starsze nastolatki często nie potrafią ocenić konsekwencji. Z tego względu większa odpowiedzialność za sytuację spoczywa na nauczycielu i szkole. Trudny temat Nauczycielki i nauczyciele, którzy dowiadują się, że są obiektem uczuć uczennicy lub ucznia, często zadają sobie pytanie, czy postąpili źle, popełnili jakiś błąd; słowem: czy ponoszą odpowiedzialność za tę sytuację. Najczęściej jednak tak nie jest. Owszem, zdarzają się osoby, którym pochlebia seksualne zainteresowanie czy podziw uczniów i które mogą mniej lub bardziej świadomie je prowokować: strojem, kokieteryjnym zachowaniem, dwuznacznymi uwagami. Nie wspominając już o tym, że zdarzają się, niestety, osoby, które wręcz dążą do tego, by wykorzystać uczennicę lub ucznia. Najczęściej jednak dzieci, a zwłaszcza młodzież, „zakochują” się w sposób zupełnie naturalny i niesprowokowany przez nauczycielkę czy nauczyciela. A jednak nawet nauczycielki i nauczyciele, którzy nie mieli żadnych intencji, by swoim podopiecznym fizycznie się podobać, którzy noszą stosowny strój i nie dopuszczają się kokieteryjnych zachowań, często mają obawy, że mogą być posądzeni o prowokowanie. Mimo to, jeśli wydaje nam się, że sprawa jest poważna (np. uczeń lub uczennica nie dają nam spokoju, w widoczny sposób „cierpią” lub dają do zrozumienia, że „życie bez nas nie ma sensu”), nie powinniśmy tego zatrzymywać dla siebie, ale niezwłocznie porozmawiać o tym ze szkolnym pedagogiem, psychologiem i/lub kimś z dyrekcji – nie tylko po to, by uzyskać poradę i pomoc, ale również po to, by właśnie odsunąć od siebie podejrzenia. Będzie to wyglądało dużo lepiej, niż gdybyśmy wszystko utrzymywali w tajemnicy, a np. dyrektorka szkoły dowiedziała się o tym od osób trzecich. Przyjęto, że dopiero od 15 człowiek może, zgodnie z prawem, podejmować decyzje o swoim życiu seksualnym, jednak nie ma się co oszukiwać – przy tym poziomie edukacji seksualnej, jaką mamy w Polsce, nawet znacznie starsze nastolatki często nie potrafią ocenić tych konsekwencji. Z tego względu większa odpowiedzialność za sytuację spoczywa na nauczycielu i szkole. Temat zakochanych w nauczycielach uczennic i uczniów dobrze jest też jeszcze zawczasu podjąć na którymś z posiedzeń rady pedagogicznej. Nie trzeba raczej organizować na ten temat specjalnego szkolenia (chyba że stanowi to w placówce istotny problem). Ale dobrze jest wspólnie ustalić zawczasu, jak w takich sytuacjach mogą i powinni zachować się nauczyciele i nauczycielki. Przyjęcie wspólnych standardów spowoduje, że nie tylko będziemy wiedzieć, co robić, lecz także łatwiej będzie nam porozmawiać na ten temat z inną osobą z grona pedagogicznego czy też dyrekcji – bo temat został podjęty i nie stanowi tabu. Co robić? Jeśli tylko się domyślamy, że uczeń lub uczennica czują do nas coś, co wykracza poza zwykłą sympatię, a w ich zachowaniu nie ma nic, co powodowałoby u nas odczuwalny dyskomfort, często najwłaściwszy jest po prostu brak reakcji. Nie jest też wskazane, żeby nagle zacząć tego ucznia unikać czy traktować z dużym dystansem – możemy zranić uczucia tej osoby. Najwłaściwsze jest najczęściej po prostu zachowywać się naturalnie, a przede wszystkim traktować wszystkie uczennice i wszystkich uczniów z sympatią, ale mniej więcej w jednakowy sposób; nikogo nie wyróżniać ani na plus, ani na minus. Dziecięce i młodzieńcze zauroczenia są nietrwałe i z reguły zwyczajnie przemijają. Przy umiarkowanych, niezbyt ewidentnych oznakach zainteresowania możemy zachowywać się tak, jakbyśmy ich nie dostrzegali lub nie spostrzegali ich jako coś niezwykłego, czyli – normalizowali je. Na przykład, kiedy uczennica lub uczeń mówią nam komplement, możemy się lekko uśmiechnąć czy też podziękować, tak jakbyśmy go usłyszeli od przypadkowej osoby. Możemy to zrobić jakby z lekkim roztargnieniem (jakbyśmy poświęcili temu niezbyt dużo uwagi), po czym płynnie zmienić temat lub zaordynować jakieś ćwiczenie. Podobnie postępujemy, jeśli dostaniemy w szkole anonimowy liścik – możemy go nie czytać przy uczniach (a dopiero w domu), okazując mu w ten sposób niewielkie zainteresowanie, lub też przeczytać z neutralnym wyrazem twarzy, odłożyć i przejść do innych zajęć. Nie powinniśmy natomiast okazywać żadnych silniejszych emocji (pozytywnych ani negatywnych), nie zdradzać zakłopotania, gniewu ani entuzjazmu. Jeśli nie będziemy zbyt intensywnie reagować, przez drugą stronę zostanie to najpewniej zinterpretowane jako brak zainteresowania i zachowania te najprawdopodobniej będą się wygaszać. Może się jednak zdarzyć, że uczennica lub uczeń nasz brak reakcji zrozumie inaczej, np. uzna, że wysyła sygnały nie dość czytelne i że po prostu nie wiemy, iż wpadliśmy jej/jemu w oko. Jeśli będzie to osoba nieśmiała, najprawdopodobniej nie zdecyduje się na nic więcej, ale może być i tak, że osoba ta postanowi nas „uświadomić” i zechce do nas napisać (list, e-mail, SMS) lub z nami porozmawiać, wyznając nam miłość. W takiej sytuacji trzeba podjąć konkretne działania. Takt i asertywność Najlepiej spokojnie porozmawiać z uczennicą lub uczniem. Nie należy jednak wdawać się w dłuższą dyskusję, by nie stwarzać wrażenia, że można nas jakoś przekonać. Podczas rozmowy należy wykazać się taktem, ale też zdecydowaniem i asertywnością. Możemy powiedzieć uczniowi (uczennicy), że rozumiemy, że jest mu trudno, jednak dla nas jest tylko uczniem, którego lubimy tak samo, jak innych naszych uczniów. To dyplomatyczne postawienie sprawy, które sprawdzi się dużo lepiej niż „brutalnie” szczere komunikaty wprost typu „nic do ciebie nie czuję”. Nie należy też mówić np. „nie możemy być razem”, bo to sugeruje, że chcemy, ale nie możemy z nim być (a nie, że nie chcemy); uczeń może dopytywać „a dlaczego?” – po to, by próbować nas przekonać lub pokonać jakoś tę przeszkodę. Jeśli mimo tego, że jasno postawiliśmy sprawę, uczeń nadal usiłuje nas przekonać do zmiany zdania, warto zastosować asertywną technikę tzw. zdartej płyty – na każde pytanie odpowiadać, używając tego samego argumentu, który wysunęliśmy na początku, np.: Nauczycielka: Rozumiem, że to dla ciebie trudne, ale dla mnie jesteś po prostu uczniem; lubię cię, ale tak samo, jak innych moich uczniów. Uczeń: Ale może gdyby… Nauczycielka: Tak jak mówiłam, jesteś dla mnie tylko uczniem i tak już zostanie. Uczeń: Ale miałem wrażenie, że pani też coś do mnie czuje… Nauczycielka: Niestety, jeśli odniosłeś takie wrażenie, to było ono mylne; dla mnie jesteś po prostu uczniem i to się nie zmieni. Uczeń: Nie ma żadnego sposobu? Nauczycielka: Nie. W żadnym wypadku nie należy wyśmiewać ani bagatelizować uczuć ucznia (np. nie mówić „chyba zwariowałeś/aś”, „tylko ci się wydaje”, „to nie miłość”). Ale możemy je normalizować, np. mówiąc „Wiesz, to przytrafiło się nie tylko tobie, u... Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów Co zyskasz, kupując prenumeratę? 10 wydań magazynu "Głos Pedagogiczny" Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online Możliwość pobrania materiałów dodatkowych ...i wiele więcej! Sprawdź W Ameryce o jego statusie nie trzeba przekonywać, społeczeństwo wie, że podobnie jak dobra pielęgniarka, pedagogowi należy się szacunek i godne wynagrodzenie. W Polsce – dzięki upominaniu się od lat o swoje, zmienia się postrzeganie zawodu, który cieszy się coraz większym prestiżem. Tymczasem nauczyciel polonijny ciągle jest gdzieś pomiędzy jedną rzeczywistością a drugą. Z okazji Dnia Nauczyciela zapytaliśmy przedstawicieli zawodu pracujących w polskich szkołach sobotnich o ich percepcję zawodu? Powołania? Ewa Koch, prezes Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce i nauczycielka szkoły im. kard. Stefana Wyszyńskiego na Jackowie – Nauczyciel polonijny to taki ktoś, kto potrafi zrozumieć dziecko, które przyjechało z Polski i boryka się z trudnościami w procesie dobrego poznania dwóch języków. To człowiek, który musi i potrafi nauczyć języka polskiego takiego ucznia, którego rodzice w domu nie mówią polsku. To pedagog, który potrafi przygotować zajęcia nie posiadając nawet odpowiednich podręczników, bo tak przecież bywało w przeszłości. Nauczyciel polonijny to człowiek, który potrafi zaszczepić w uczniu miłość do Polski, polskiej kultury i historii oraz wszystkiego, co ze starym krajem jest związane. Mariola Ptasiński, nauczycielka w szkole im. F. Chopina w Palatine – Nasze obowiązki różnią się od tych, które pełnią nauczyciele w Polsce. Naszym głównym zadaniem jest zachęcanie, by dzieci chciały przychodzić do szkoły, by chciały uczyć się języka polskiego. Musimy im też przyswajać umiejętność samodzielnego znajdowania informacje o danym temacie, czyli o Polsce i o wszystkim co ze starym krajem jest związane. Nauczyciel polonijny powinien zachęcić ucznia do tego, by każdy temat dotyczący Polski sam drążył dalej i zgłębiał na własną rękę. Pracę z polonijnymi dziećmi i młodzieżą po prostu uwielbiam. To wielka przyjemność, gdy przychodzą do mnie uczniowie starszych klas lub licealnych, mówiąc, że moje lekcje były ciekawe i zachęciły ich, by nadal uczęszczać do polskiej szkoły. Miło usłyszeć, że chęć do poznawania wszystkiego, co polskie zaszczepili im właśnie polonijni nauczyciele. Paweł Skrzyniarz, nauczyciel w szkole im. św. Maksymiliana Kolbego w Chicago – Kiedy polski piosenkarz i satyryk Andrzej Rosiewicz usłyszał, że jestem nauczycielem polonijnym, to powiedział, żebym się nie martwił, bo należę do wymierających dinozaurów. Nie mijał się z prawdą, bo przynajmniej w Chicago ten zawód jest zdominowany przez kobiety. Jako nauczyciel z ponad 20-letnią praktyką mogę tylko wyrazić satysfakcję, że pracuję z polonijną młodzieżą. Z młodzieżą, która się zmienia. Przed laty młodzież ta prezentowała dużo, dużo wyższy poziom znajomości języka polskiego i wiedzy o Polsce. Pracowało się z nią inaczej, a inaczej pracuje się z dzisiejszymi młodymi ludźmi. To już inny sposób patrzenia na język i inny sposób uczenia. Jednak satysfakcja z osiąganych wyników jest taka sama. Cieszy każdy poczyniony postęp, cieszy każde przyswojone po polsku słówko czy zwrot, każdy poznany fakt historyczny czy geograficzny. Jolanta Zabłocka, dyrektor szkoły im. św. M. Kolbego w Chicago – Bycie polonijnym nauczycielem nie jest łatwe. Trzeba z jednej strony czuć powołanie i pasję do tego zawodu, a z drugiej umieć się przystosować do zmieniających się realiów. Jeszcze 10, 15 lat większość naszych uczniów stanowiły dzieci urodzone w Polsce. Ale i większość nauczycieli przyjechała z Polski i nadal stosowała metody stamtąd przywiezione. Tymczasem teraz sprawdzone metody nauczania okazują się być bezużyteczne. Nowe pokolenia dzieci urodzonych już w Stanach Zjednoczonych wymuszają dwujęzyczny system nauczania. My jako polonijni nauczyciele musimy się zmieniać, musimy przystosować się do ucznia, by mu wiedzę o Polsce przedstawić jak najlepiej, jak najefektywniej i jak najatrakcyjniej. Że w polonijnej szkole nauczanie często odbywa się po angielsku? Trudno. Tak zmienił się świat. Wanda Penar, dyrektor i nauczycielka szkoły im. gen. Władysława Andersa – Jestem niezmiernie dumna, że mogę dbać o wykształcenie polonijnych dzieci, z których w przyszłości wyrosną obywatele Stanów Zjednoczonych świadomi swych korzeni. Obywatele, którzy będą pieczołowicie pielęgnować polską kulturę i miłość do Polski i wszystkiego co polskie, a miłość tę przekażą polskim dzieciom. Mam ogromną satysfakcję, że mogę uczestniczyć w wychowaniu nowych pokoleń Polonii w duchu polskości. Ten proces trwa od wielu dziesięcioleci i mam nadzieję, że polskość i polska kultura, dzięki wysiłkom rzeszy polonijnych pedagogów nigdy w Stanach Zjednoczonych nie zaginie. Magdalena Zabłocka, nauczycielka w szkole im. F Chopina w Palatine – Wykonywanie zawodu polonijnego nauczyciela ma dla mnie ogromne znaczenie. Przede wszystkim dlatego, że wykonuję zajęcie, które bardzo lubię. Cieszę się, że pracuję z młodzieżą licealną – młodymi ludźmi, którzy mają 14, 15, a niektórzy 17 lat. Mam przy tym wrażenie, że młodzież w tym wieku wreszcie chodzi do szkoły, bo chce. To już nie jest kwestia rodziców, którzy ich do pójścia do sobotniej szkoły zmusili, a bardziej ich własny wybór. Tacy uczniowie bardziej się starają i widać, że im na tej szkole zależy. Ten fakt stanowi pewne ułatwienie w mojej pracy. Jest rzeczą oczywistą, że i tę młodzież muszę motywować najlepiej jak potrafię do poznawania historii ich przodków, do zgłębiania języka i geografii kraju pochodzenia ich rodziców czy dziadków, ale widać wyraźnie, że oni sami są żądni tej wiedzy. To wielka satysfakcja, gdy byli uczniowie powracają z wiadomością, że na uczelniach uczestniczą w działalności polskich klubów czy organizacji. Gdy byli uczniowie mówią, że czas spędzony w sobotniej szkole nie był zmarnowany, to dla mnie stanowi to powód do dumy. Przedruk z Dziennika Związkowego za zgodą: A. Kazimierczak ([email protected]) Natalia straciła głowę dla pedagoga. Z wzajemnością? Fot. iStock Nauczyciele mają w sobie to coś. Imponują młodym kobietom, które dopiero co wkraczają w dorosłość, bo ich męskimi towarzyszami są przeważnie koledzy, mający jeszcze mleko pod nosem. Nauczyciel ma wiedzę, autorytet i jest dojrzały. Kiedy do listy cech można jeszcze dorzucić urok osobisty i ujmujący wygląd – uczennice tracą głowy. Miłość do nauczyciela to bardzo powszechne zjawisko, które zdarzyło się wielu z nas. Czasami przybiera formę adoracji i zauroczenia, ale zdarza się, że kończy się nawet ślubem. Właśnie o tym ostatnim marzy Natalia. Chociaż w tym roku czeka ją matura, a przed sobą ma całe życie, już wybrała przyszłego małżonka. Jest nim nauczyciel geografii. Natalia przekonuje, że nic jej nie powstrzyma. Nawet obrączka na palcu ukochanego... Zobacz także: WASZE HISTORIE: „Narzeczony mnie uderzył. Zerwać czy dać mu drugą szansę?” Fot. iStock - Zakochałam się do szaleństwa, totalnie, absolutnie. Po prostu świat stanął na głowie, a ja nie jestem w stanie myśleć o innych sprawach. Od tego roku szkolnego mamy nowego nauczyciela geografii. Przypadek lub jak kto woli przeznaczenie sprawiło, że będę zdawać rozszerzoną geografię na maturze i mam aż trzy godziny lekcyjne z M. tygodniowo. Wszystkie dziewczyny widziały go już na rozpoczęciu roku szkolnego, a ja nie. Ale słyszałam pogłoski, że jest uroczy, nie przystojny, ale właśnie uroczy. Tak powiedziały dziewczyny. Dyskutowały pomiędzy sobą, czy ma żonę. Niektóre mówiły, że jest za młody, a inne twierdziły, że takie ciacho na pewno musi mieć przynajmniej dziewczynę. Ja słuchałam tego z umiarkowanym zainteresowaniem, do czasu, gdy wszedł do klasy i zaczął prowadzić zajęcia. Przekonałam się, że dziewczyny miały rację. Co prawda nie był przystojny w klasyczny sposób, ale bardzo męski. Poza tym wyróżnia się spośród innych nauczycieli swoim zachowaniem i sposobem bycia. Natalia przekonuje, że to wyluzowany facet. Fot. iStock - On jest tak mega wyluzowany, że nie mogę uwierzyć, iż jest nauczycielem. Na zajęciach jego pierwsze słowa brzmiały: `Jak tam Wasze samopoczucie?` Do tego uśmiechnął się tak uroczo, aż cała zmiękłam. Żeby jednak nie było, jest dobrym nauczycielem. To właśnie sprawia, że tym bardziej go szanuję, podziwiam i kocham. Opowiedział też trochę o sobie. Uwielbia geografię oraz podróże. Dlatego pragnie tę miłość do świata przekazać innym. Potem pytał, kto z nas i z jakiego powodu chce zdawać geografię na maturze. Większość powiedziała, że jest po prostu łatwa. Śmiał się. Ja oczywiście powiedziałam, że chciałabym w przyszłości zwiedzić świat i bardzo lubię geografię. Skłamałam, ale zauważyłam, że zwrócił na mnie uwagę. Ściema opłaciła się. Myślę, że wtedy powstała pomiędzy nami ta szczególna więź. Długo patrzył mi w oczy, dłużej niż innym. Na koniec zapowiedział na następne zajęcia test mający na celu sprawdzenie naszej wiedzy. Dziewczyny, a w tym Natalia, były w siódmym niebie. Nauczyciel nie miał na dłoni obrączki. Zobacz także: 9 sygnałów, że on już Cię NIE KOCHA Fot. iStock - Niestety cieszyłyśmy się przedwcześnie. Na następne zajęcia założył ten obrzydliwy, złoty krążek, który wiąże go z inną kobietą. Byłam rozczarowana. Mijały jednak zajęcia, a jego urok działał na mnie coraz bardziej. W końcu uświadomiłam sobie, że zakochałam się w nim. Oczywiście większość dziewczyn do niego wzdycha, ale nie tak, jak ja. Wszystkie wieczory spędzam w domu, ucząc się geografii. Mapę Polski mam już w małym paluszku. Potrafię wskazać każde jezioro z zamkniętymi oczami. Ogólnie bardzo się podciągnęłam. Ostatnio mieliśmy kartkówkę i jako jedyna z klasy dostałam piątkę. M. uśmiechnął się do mnie wyjątkowo i spytał, czy nie chciałabym przyjść na kółko geograficzne, które niedawno zaczął prowadzić. Nic o tym nie wiedziałam, ale rzecz jasna byłam chętna. Natalia postanowiła działać. Nie tylko pilnie uczyła się geografii, ale dbała o swój fizyczny wizerunek. Fot. iStock - Zmieniłam fryzurę na bardziej kobiecą i częściej zaczęłam chodzić do szkoły w sukienkach. Pewnego dnia M. spytał mnie po kółku, czy nie podwieźć mnie do domu. Zgodziłam się i spędziłam z nim najcudowniejsze kilkanaście minut w moim życiu. Nie opowiadał tylko o sobie, ale wypytywał mnie o różne sprawy. Był ciekaw, co planuję w przyszłości, czy mam rodzeństwo, czym się interesuję. To wyglądało na coś więcej niż zwykłą przyjacielską pogawędkę. Poza tym nie słyszałam, aby kiedykolwiek kogoś podwoził do domu. Jednak następne zajęcia odbyły się bez większych zmian w jego zachowaniu w stosunku do mnie. Kilka razy przyłapałam go jednak na tym, że mi się przygląda. Muszę jeszcze bardziej przykładać się do tego, aby dobrze wyglądać. Natalię martwi trochę obrączka na jego palcu, ale nie zamierza się poddawać. Fot. iStock - Może on popełnił błąd i teraz to sobie uświadomił? Spotkał mnie, zakochał się, a żona jest tylko balastem? Zupełnie nie wiem, co o tym myśleć. Instynktownie czuję, że on coś do mnie ma. Pociągam go jako kobieta, jestem tego pewna prawie na 100%. Nawet niektóre koleżanki powiedziały mi, że on mnie wyróżnia i chyba bardzo lubi. Widać, że były trochę zazdrosne. Tylko co ja mam teraz zrobić? Zastanawiam się, czy czekać na jego konkretny ruch, czy sama go wykonać. Zdaję sobie sprawę, że nasze stosunki byłyby zakazane i niemoralne, ale dla niego jestem w stanie poświęcić swoją reputację, a nawet zaczekać do ukończenia szkoły. Pragę, aby był moim mężem i zrobię wszystko, aby to marzenie się ziściło. Myślicie, że on już mnie kocha, czy na razie tylko się zauroczył? Zobacz także: Czy twój związek ma przyszłość? Ta strona używa plików cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Cookies. Nie pokazuj więcej tego powiadomienia Odpowiedzi Jak tak to nie wiem ale powiem ci żart. Jak ci się będze spieszyło na religie i nie zdążysz a nauczyciel się zapyta co się stało?! czemu się spóżniłaś?! to powiedz JAK SIĘ CZŁOWIEK ŚPIESZY TO SIĘ DIABEŁ CIESZY! to napewno go zatka i nie wpisze ci spóżnienia i możesz nawet umknąc na 1/2 lekcji xdd umni kolega tak zrobił to ... było śmiesznie xd Kirył odpowiedział(a) o 22:18 Ogladałem takie hentai n pornhub chcesz linka ? Polecam Akademię wampirów i Pretty Little Liars (jeden z kilku wątków), ale to wydane książki, a nie opowiadania. blocked odpowiedział(a) o 15:16 Um... o ile nie przeszkadza ci yaoi, to piszę coś w tym stylu - "Drogi Nauczycielu", tylko na Wattpadzie mam jedynie reklamę (rozdziały do połowy i w większości nieskorektowane), na blogu znajdziesz resztę, jak chcesz możesz zerknąć. Q3Q Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub

miłość nauczyciela do uczennicy