moja mama chce się zabić

Odp: Chłopak chce się zabić przeze mnie, POMOCY Człowiek to istota stadna, nie zgodzę się z tym, że lepiej żyć samemu, samej. Chyba, że ma się wielu przyjaciół. Niestety może zdarzyć się, że osoby od których najbardziej oczekujesz wsparcia, czyli Twoje rodzeństwo, znajduje wiele wymówek dlaczego nie może pomóc w opiece nad rodzicem. Oto najpopularniejsze z nich: 1. „Nie mam czasu”. To chyba jedna z najczęściej słyszanych wymówek. Możesz usłyszeć od swojej siostry lub brata, że nie Moja matka nie ma nic wspólnego z moim sukcesem. Jedyną osobą, której będę wdzięczny do końca życia jest moja babcia. Ona zrobiła dla mnie bardzo dużo. Nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby nie ona. Cieszę się, że nie wyrosłem na taką osobę jak moja mama. Mam nadzieję, że już nigdy nie pojawi się w moim życiu. - Moja mama, wyglądało to tak realistycznie - powiedziałam patrząc na niego z bólem. - To tylko koszmar - powiedział i posadził mnie na swoje kolana. - Moja mama chciała mnie zabić - powiedziałam z nieobecnym wzrokiem. - Ciii, spróbuj zasnąć - powiedział, a ja się w niego wtuliłam i zamknęłam oczy. *** Grażyna przerażona pyta, dlaczego nie wiedziała, że syn chce się zabić. Dlaczego on nie chce żyć. Psycholog uspokaja ją, że może wcale nie chciał odebrać sobie życia, chociaż z nonton film danur 2 full movie lk21. Witam Zacznę od tego, że mam 22 lata, studiuję... Mam stwierdzoną u siebie osobowość zależną, przez co całe moje życie jest jednym wielkim lękiem i rodzącymi się co chwila problemami. W dzieciństwie miałam bardzo dobrą relację z mamą, co przerodziło się w pewne "uzależnienie"... Nie potrafiłam nic bez niej zrobić, jestem całkowicie niesamodzielna, a do tego dochodzi więź emocjonalna... Nigdy np. nie wytrzymałam na choćby tygodniowym obozie, bo strasznie za nią tęskniłam. Ostatni raz spróbowałam w wieku 14 lat... Przez dwa dni ryczałam, przez co musiała mnie zabrać z powrotem. Wychowałam się bez ojca, jestem jedynaczką, dzięki czemu cała jej uwaga była skupiona na mnie. Nie mieliśmy problemów finansowych, ani żadnych innych, więc można powiedzieć, ze dzieciństwo miałam udane. W podstawówce i gimnazjum byłam bardzo nieśmiała (cóż, nadal jestem), mało się odzywałam, bałam się odrzucenia. Nie miałam żadnych koleżanek, a jednocześnie bardzo chciałam się z kimś zaprzyjaźnić... Te lata spędzałam samotnie, więc nic dziwnego, że do przyjaciółki w liceum, która była dla mnie miła, od razu zapałałam uwielbieniem, uczepiłam się jej. Przyjaciółka była jedną z tych pięknych, pewnych siebie dziewczyn, którą nigdy nie byłam. Cały czas czułam się od niej gorsza, nic nie znacząca, żyłam w jej cieniu... Ona często lubiła to podkreślać, gdy np. się pokłóciłyśmy, bo nie zgadzałam się z jej zdaniem, przestałyśmy ze sobą rozmawiać, a do tego ona obgadywała mnie przed wszystkimi za moimi plecami, co chwila ze mnie drwiła. Jednak ja zawsze wracałam do niej z przeprosinami, nie potrafiłam bez niej żyć. Zdarzało się tak parę razy. Czułam się okropnie, jednak nie potrafiłam przestać się z nią przyjaźnić, nie chciałam znowu być sama. W ostatniej klasie liceum natrafiłam na faceta, z którym zaledwie parę dni temu się rozstałam. Nie byłam już uzależniona od przyjaciółki, bo miałam kogoś innego... Z mamą cały czas miałam dobry kontakt, jednak nasza relacja zeszła trochę na drugi plan. To była również toksyczna relacja, toksyczny związek. Zastanawiam się teraz, czy ludzie jakoś wyczuwaja moja naiwność i świadomie to wykorzystują... Z nim było podobnie, jednak jeszcze gorzej niż z przyjaciółką. Cały czas mnie zdradzał, oskarżał mnie o wszystko, znęcał się nade mna psychicznie i fizycznie... Wiedział, ze i tak go nie zostawię, więc robił co chciał. A ja robiłam wszystko byle tylko ode mnie nie odszedł. Na początku było normalnie, nasz związek zaczynał się jak każdy inny... Jednak po jakims czasie ja zaczynałam być coraz bardziej pragnąca uwagi, męcząca... Chciałam być z nim cały czas, za dużo od niego wymagałam, chciałam od niego jak najwięcej jego czasu, czułości, bo jesli tylko widziałam jakieś oznaki jego nie-sympatii do mnie, wpadałam w melancholie, płakałam, rozpaczałam że mnie nie kocha. Jak ostatnio rozmawiałam z psycholog, mówiła, ze to wcale nie była moja wina, tylko on mi to wmówił... Wmawiał mi i wzbudzał poczucie winy, ze nie daję mu żyć, ze on chce trochę spokoju... Przepraszałam go więc, zaciskałam zęby, ale w środku byłam bliska załamania nerwowego. Wtedy zdradził mnie po raz pierwszy... Wg pani psycholog on mnie zmanipulował, sprawił, ze uwierzyłam że to normalne, że to przez to że ja go tak męczyłam, i że on po prostu wtedy nie wiedział czy my nadal jesteśmy po tym wszystkim razem... Miałam straszne wyrzuty sumienia, błagałam go o wybaczenie i zebyśmy znowu byli razem... Po roku zwiazku (byliśmy wtedy już na studiach) umarła moja mama. Strasznie to przeżyłam, i zaczęłam być jeszcze bardziej zależna od niego. Od tamtego czasu coraz częściej mnie zdradzał, przyznawał mi się do tego prosto w twarz. A ja cały czas byłam przekonana, ze to moja wina, że nie daję mu tego, czego potrzebuje. Zdarzało mu się zmuszać mnie do seksu, gdy nie chciałam, bił mnie, groził... Byłam bardziej przerażona tym, ze go stracę, niz tym że coś mi się stanie. W końcu to on mnie rzucił. Prosto w twarz powiedział mi, ze już mu się znudziłam, zę go za bardzo męczę... Zrobił to trzy dni temu... od tego czasu nie wychodzę z domu, tylko siedzę w pokoju, płacze i jestem w totalnej rozsypce... Nie mam juz nikogo, nie wytrzymalam juz tego dłużej... Postanowiłam napisać tutaj... Myślę o samobójstwie, przy życiu utrzymuje mnie tylko ta odrobina nadziei... Błagam, pomóżcie... Wypowiedź Wałęsy odbiła się szerokim echem w rosyjskich mediach, w których proponowano nawet ogłoszenie nagrody za głowę byłego polskiego prezydenta. - Powiedziałem, że powinniśmy pomóc Rosjanom zmienić ten system, bo to byłoby dla nich lepsze. Jeśli nie uda się w taki sposób, to trzeba pamiętać, że w Rosji jest ponad 60 narodów zdobytych w podobny sposób, w jaki dziś Rosja próbuje zdobyć Ukrainę. W związku z tym trzeba pomóc tym narodom odzyskać swoją wolność, suwerenność, a wtedy Rosja będzie liczyła 50 milionów mieszkańców, nie więcej. Mówiłem to w tym wywiadzie i w wielu innych miejscach. Mówiłem i będę mówił - stwierdził Wałęsa pytany o to czy dziś wycofałby się ze swoich wcześniejszych słów. Czytaj więcej Zdaniem Wałęsy "Zachód musi przekonać Rosjan, że giną na wojnie, są powoływani do wojska, żeby zabijać Ukraińców, dlatego że Putinowi - człowiekowi, który sprawuje władzę już zbyt wiele kadencji - pozwala na to obowiązujący w ich kraju system polityczny". Jednocześnie były polski prezydent podkreślił, że "jest przyjacielem Rosjan". - Próbuję pomóc im zmienić system polityczny, by nie ginęli - stwierdził. Na pytanie o propozycję wyznaczenia nagrody w wysokości 5 mln euro za jego głowę, Wałęsa odparł, że "nie muszą wydawać tych pięciu milionów". Zadeklarował, że "jest gotów jechać do Moskwy nawet natychmiast" i "spotkać się z tymi, którzy opowiadają o nim głupoty". Jednocześnie Wałęsa zadeklarował, że nie obawia się o swoje życie. - Ja już swoje życie przeżyłem, jestem spakowany i nie boję się śmierci. Nawet zastanawiam się, jak będę przywitany po tamtej stronie - odparł. Powiedziałbym Putinowi wprost: "panie prezydencie Putin, straszy mnie pan czołgami i bronią atomową. A czy pan wie, że ja mam lepsze zabawki od pana? Lech Wałęsa, były prezydent Wałęsa zadeklarował też, że gdyby "mógł mówić w imieniu Zachodu, do którego się zalicza", wówczas mógłby porozmawiać z prezydentem Rosji, Władimirem Putinem. - Powiedziałbym mu wprost: "panie prezydencie Putin, straszy mnie pan czołgami i bronią atomową. A czy pan wie, że ja mam lepsze zabawki od pana? Tylko, że ja nie chcę pana zabić i nie chcę walczyć w taki sposób, dlatego proszę pana, panie prezydencie, nie zmuszaj mnie, bym użył takiego samego argumentu, jakim ty straszysz mnie. Bo jeśli ja go użyję, to ty nie przeżyjesz. Jeżeli nie wierzysz, to ci pokażę". I pokazałbym mu broń Zachodu, która jest lepsza od rosyjskiej - stwierdził. Zdaniem Wałęsy "gdyby Putin zrozumiał, że jest słabszy, że nie ma szans na wygraną, to by nie walczył". Mam 15 lat i bardzo się zakochałam w takim chłopaku, którego już nigdy nie spotkam, bo jest z zagranicy. Spędziłam z nim naprawdę wyjątkowe chwile. To jest prawdziwa miłość. Nie mogę o tym powiedzieć mojej mamie (a bardzo bym chciała), ponieważ moja mama nie tolerowałaby takiego chłopaka. Wszystkie moje koleżanki wiedzą o tym chłopaku, ale wiecznie mi powtarzają, że on jest daleko, że on pewnie już o mnie zapomniał. Rozumie mnie tylko moja kuzynka, która tez mieszka daleko i piszemy przez gg - szkoda, bo chciałabym się jej wypłakać czasami... Wyjechałam pod koniec maja, a wróciłam na początku czerwca. To jest trudna sytuacja, nietypowa. Nie mam z nim kontaktu, ponieważ tak się złożyło, bardzo tego żałuję. Potem, od czerwca, miałam nadzieję, że polecę tam do niego, ale kiedy mój tata przyjechał powiedział, że chyba zatruję, że polecę (tata też nic nie wie o chłopaku). Potem już nic mnie nie interesowało, wszystko miałam gdzieś, byłam smutna i zła, płakałam, aż w końcu cięłam się na rękach, przykładałam sobie nóż do gardła, patrzałam, które drzewo jest najlepsze do powieszenia się, przestałam wierzyć w Boga. Potem, przez około 2 m-ce, jakoś to wytrzymywałam, nie cięłam się, zaczęłam udawać przed wszystkimi, że jest dobrze i każdy myślał, że jest dobrze, a tak na prawdę gdy byłam sama w domu to wszystko powracało i płakałam godzinami... Teraz też nie jest dobrze, bo znowu chcę się pociąć. Chcę się zabić. Nie chce powiedzieć rodzicom, że się cięłam. Jak mogę wyjść z tego problemu? KOBIETA, 15 LAT ponad rok temu Co zrobić, gdy sen nie przychodzi? Nie możesz zasnąć? Przekręcasz się z boku na bok? Obejrzyj filmik i dowiedz się, co robić w takiej sytuacji. Ekspert podpowiada, jak sobie pomóc, kiedy sen nie przychodzi. Witam! Twoje problemy są naturalne dla wieku dojrzewania, w którym jesteś. Warto jednak, abyś nie pozostawała z nimi sama, tylko umiała z kimś zaufanym o tym porozmawiać. Myślę, że rodzice powinni Cię zrozumieć i wesprzeć. Tym bardziej, że niepokojące są formy zachowań autoagresywnych, a mianowicie cięcie się, myśli samobójcze. Jeżeli masz możliwość skorzystania z wizyty u psychologa w szkole, to może warto z nim porozmawiać. Pamiętaj jednak, że ze względu na to, że jesteś niepełnoletnia psycholog będzie musiał i tak poinformować rodziców o wizycie. Dlatego lepiej abyś z nimi porozmawiała o tym, co się dzieje. Myślę, że oni też się martwią i widzą, że coś Cię trapi. Pozdrawiam 0 Z Twojego listu wynika, że przeżywasz ogromny ból i cierpienie. Tylko rozmowa, wyrzucenie z siebie tego co obecnie przeżywasz może Ci pomóc. Spróbuj też porozmawiać ze swoją mamą lub tatą lub innymi osobami, do których masz zaufanie i czujesz, że mogą Ci teraz pomóc. Potrzebujesz teraz ciepła i opieki i rozmowy o tym co obecnie czujesz. Możesz także skorzystać z rozmowy z psychologiem - może jest w Twojej szkole. Jeśli nie, możesz skorzystać z konsultacji w Poradni Zdrowia Psychicznego w ramach NFZ. Potrzebne jest tylko skierowanie od internisty/lekarza rodzinnego. Życzę Ci bardzo dużo siły! Magdalena Nagrodzka PSYCHOLOG KLINICZNY, PSYCHOTERAPEUTA, COACH 0 Witam, Nieszczęśliwa miłość niestety często dotyka młodych ludzi. Taka sytuacja, w której się znajdują sprawia, że robią rzeczy, których potem żałują. Piszesz, iż boisz się powiedzieć rodzicom o tym, co się dzieje - o poznanym chłopaku, przeżytych chwilach, tęsknocie za nim, swoich destrukcyjnych reakcjach na rozstanie (samookaleczanie, myśli samobójcze). Jednak są to sprawy bardzo ważne, które należy przegadać z dorosłymi. Zakładasz, że ich reakcja będzie negatywna, może jednak byłoby inaczej i daliby Ci wsparcie w tej sytuacji? Rozumiem, że próbujesz radzić sobie ze stresem, z silnymi emocjami, jakie pojawiają się w związku z ostatnimi wydarzeniami, ale zadawanie sobie bólu to nie jest właściwa droga. Warto abyś skonsultowała się z psychologiem. W tym na pewno pomogą Ci rodzice - skierują Cię do specjalisty, który pomoże Ci radzić sobie z problemami w inny sposób. Dodatkowo koniecznie powiedz psychologowi o pojawiających się samookaleczeniach i myślach samobójczych - to zagrożenie życia i zdrowia. Istnieje wiele dróg, którymi możesz pójść nie robiąc sobie krzywdy. Spróbuj potraktować to jako swoisty etap swojego życia, który kiedyś zakończy się razem z bólem i smutkiem, a na miejsce którego wróci odczuwana kiedyś radość. Zapraszam na rozmowę. Pozdrawiam serdecznie, Magdalena Rachubińska PSYCHOLOG, PSYCHOTERAPEUTA 0 Nasi lekarze odpowiedzieli już na kilka podobnych pytań innych znajdziesz do nich odnośniki: Bez niego nie mam po co żyć, chcę się zabić. Co mam robić? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Chcę do mamy... Co się ze mną dzieje? Co mam robić? – odpowiada Mgr Joanna Żur-Teper Zaburzenia depresyjne i myśli samobójcze u 14-latki po rozwodzie rodziców – odpowiada Mgr Kamila Drozd Jak odzyskać chłopaka, który był całym moim światem i bez niego chcę się zabić? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Co robić, by on mnie kochał ; ( – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Rodzice się rozwodzą. Mam dość!!! – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Nadal go kocham, ale nie wiem, jak mam poradzić sobie z samą sobą? – odpowiada Lek. Marta Mauer-Włodarczak Jak sobie poradzić z nieszczęśliwą miłością? – odpowiada Mgr Arleta Balcerek Rodzice nie rozmawiają, przyjaciółka mnie olewa - co robić? – odpowiada Redakcja abcZdrowie Wszystko jest bez sensu, nie mam kolegów, nie chcę żyć… Co robić? – odpowiada Magdalena Pikulska artykuły napisał/a: zdesperowana21 2008-12-04 13:12 asu... Mieszkaliśmy wtedy z moją mamą gdyż mąż nie miał własnego obiecywał je zdobyć. Tuż przed porodem córki,mąż zaczął załatwiać sobie lewe L4 i szukać wszelkich sposobów jak by tu nie iść do pracy...ciągnęło się to ok 2 mnie to że jest przy mnie gdyż twierdził że na razie nie bedzie chodził do pracy,nigdy nie brał L4 więc raz może spróbować...a przynajmniej będzie na każde moje tak styczniu urodziła się nasza śliczna córeczka i wtedy zamieszkaliśmy z rodzicami męża gdyż u mojej mamy zrobiło się zbyt ciasno a nadal nie mieliśmy własnego m. I wtedy zaczął się porzucił pracę i zaczął pić z własnym ojcem, lub znikał na całe noce gdzieś z kolegami. Przez pierwsze 2-3 miesiące coś tam jeszcze robił czasem przy córce, ale później już kompletnie mu się odechciało...Byłam zostawiona sama z córką w 1 pokoju, bez możliwości protestu. Moje zdanie w tamtym domu się nie liczyło. Byłam nikim przez to że nie dawaliśmy pieniędzy(bo ich nie mieliśmy) nie mogłam zabierać głosu. Nie mogłam prosić o pomoc ani teścia ani teściowej w momentach kiedy mąż przychodził pijany lub gdy wychodził na imprezkę. We wrześniu podjęłam tylko przez miesiąc gdyż później dowiedziałam się że mąż w czasie opiekowania si córką pił ponad to w tamtym domu zaczęto ciągle głośno powtarzać że ja nie chodzę do pracy tylko wychodzę z domu bo nie chcę się dzieckiem zajmować...uciekłam stamtąd wraz z córką do mojej tym powiedziałam mężowi że ma 2 zmianę zachowania,znalezienie pracy i zaangażowanie w szukanie nic się nie zmieniło. Mieszkam teraz z moją jest dobrze bo ja i ona to dwie skrajności,ale lepsze to niż powolne wykańczanie psychiczne którego doznawałam żyjąc w domu rodziców męża. 2 dni po przeprowadzce mąż przewiózł resztę rzeczy córki i moje które zostały u zabraniałam mu kontaktów z córką...zabierał ją na spacery,przychodził do pozwalam mu się widywać z 3 miesiące mieszkam z tym czasie otrzymałam od niego 500zl. na w przeliczeniu miesięcznym to jakieś 1 paczka pampersów to to córka często dosyć że mąż twierdzi że to moja wina to jeszcze nie zakupuje lekarstw przepisanych przez lekarkę żądając zmiany lekarza na takiego którego on zna i który nie leczy tylko ogląda i każe czekać aż się samo wyleczy. Mija już 2 co dzień wali w drzwi,przyjeżdża policja, a kilka dni temu zaszedł mnie od tyłu na ulicy wyciągnął córkę z wózka i uciekł z nią mówiąc"UWAŻAJ BO WIĘCEJ CÓRKI NIE ZOBACZYSZ".Myślałam że umrę z rozpaczy. Znowu była policja...Sam przyprowadził mi9 córkę do domu po godzinie ale wyobraźcie sobie jak długa i oblana rozpaczą była da mnie ta 1 godzina. Ponad to wszystko opn chce mi odebrać sądownie córkę nie wiem na jakiej podstawie ale widzę jak bardzo się o to stara i to mnie już do tego że boję się wyjść z domu gdziekolwiek-czy to ze znajomymi czy na spacer...boję wyobrażam sobie co mogłoby się stać gdyby mi ją nie wie co znaczy być ojcem-łożyć na dziecko, nie przesypiać nocy, Nosić ja nocami na rekach gdy jest chora...A do tego żeby mnie pogrążać namawia go cała jego rodzina która także mnie ciągle nachodzi powtarzając że jestem niezrównoważona i schizofreniczka. Twierdzą że najważniejsza jest miłość a nie się z nimi zgadzam ale miłością moje dziecko się nie naje!Dlatego toczę tą wojnę i walczę o dobro dla niej. Czekam na sprawę o już złożyłam. muszę też złożyć pozew o rozwód i zakaz zbliżania się do mnie. On uderzył mnie tylko raz. Nigdy więcej tego nie powtórzył...ale boję się rozumiem dokładnie dlaczego ale czuję że pokrywam się paniką jak tylko o nim i to właśnie czuję Jeśli ktoś ma ochotę podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami lub ma jakiekolwiek pytania o mnie i o moje życie to serdecznie zapraszam. ...................................................Załamana napisał/a: nixie7 2008-12-04 21:53 oj, niefajna sytuacja, ale ważne ze od niego uciekłaś, na pewno wszystko sie ułoży. Nie martw sie , na pewno Ci nie odbierze dziecka. Nie wiem co by ci doradzić bo sie nie znam ale pomyśle o tym. 3-maj sie powodzenia. napisał/a: deedee86 2008-12-04 22:32 Dobrze że napisałaś do Nas ponieważ nie wolno dusić w sobie wszystkiego lepiej jest komuś powiedzieć wylać łzy złość tutaj. Nie wiem co doradzić. Może spróbuj wychodzić na spacery ze znajomymi i niech Cie odprowadzają. Płotkami sie nie przejmuj tylko musisz być silna i się nie poddać. Jak złożysz wniosek o rozwód złoż też o pozbawienie go praw do dziecka. Walcz kobieto o dziecko bo tylko to Ci pozostaje. Czy Twoja mama może zająć się dzieckiem? Szukaj pracy pokażesz wszystkim że jesteś wstanie utrzymać rodzine. Pisz do nas jak sprawy sie tocza może w przyszlosci sie komus przyda i zawsze nam możesz napisac wszystko co Ci lezy na sercu a w duszy bedzie spokoj Powodzenia i pozdrawiam Natalia Przepraszam za niespójność.... napisał/a: niu_nia 2008-12-04 23:05 Zdesperowana21 jedno co powiem to podziwiam Cie za odwagę- odwagę, której wiele dziewczyn, które tu piszą nie ma. Zabrałaś córkę i odeszłaś od męża - brawo pierwszy dobry krok!!! Wcześniej próbowałaś zorganizować Wasze życie, znalazłaś pracę, po prostu taka młoda a tak zaradna i mądra - Twoja mama powinna być z Ciebie dumna -bo Twoja córa napewno jest i czuje jaką ma cudowną mamę. Przede wszystkim rozejrzyj się za żłobkiem może? Nie wiem od jakiego wieku przyjmują dzieciaki ale skoro Twoja mama nie bardzo chce zająć się wnuczką albo nie może a Ty chciałabyś i powinnaś pracować - nie tylko ze względu na pieniążki ale też kontakt z innymi ludźmi - to może być całkiem dobre rozwiązanie. Tylko musiałabyś zaznaczyć tam, że córkę odbierasz tylko Ty lub Twoja mama a ojciec jakby się pojawił to opiekunki mają prawo wezwać policję. Ureguluj sprawy prawnie - rozwód oraz opieka nad dzieckiem. On nie może Ci zabrać córeczki, bo jest nieodpowiedzialny- same lewe zwolnienia już o czymś świadczą. Jest taka strona z pomocą prawną Poszukaj tam porady specjalistów i może podobnych historii. Trzymam za Was dziewczyny kciuki bo naprawdę jesteś wzorem dla wielu dziewczyn. napisał/a: Luis 2008-12-04 23:27 Życie jest tylko chwilą mówicie... Zapewniam nie ! Sam cierpiałem, byłem załamany, jednak z czasem zaczęło to się zmieniać z czasem to opanowałem do tego stopnia że mogłem to pokonać. Jednak ja nie lubię owijać w bawełnę, jedynym wyjście możliwe że będzie sprawa w sądzie dzięki czemu ograniczysz ojcu kontakty z córką. Oraz, z czym trudniej będzie - przeprowadzka i na czas wizyt spotykać się w waszym obecnym mieście. Niestety proste to nie będzie ze względu na wiele czynników. Ale skoro tutaj napisałaś postaram się pomóc, co prawda słowem ale zapewniam takie coś potrafi uspokoić każdego. Przede wszystkim pamiętaj jesteś młoda i życie skieruje się ku ciebie uśmiechem - Pozdrawiam napisał/a: zdesperowana21 2008-12-05 09:50 Niestety nie mam nikogo w moim mieście z rodziny kto mógłby się zająć córką na czas gdy byłabym w mama, ciotki i inni członkowie rodziny lub przyjaciele-wszyscy żłobki,z tego co się dowiadywałam to w moim mieście jest ich kilka i są wypełnione po miejsca-wrzesień wiem co robić bo boję się wynająć stać mnie na nią a po 2 nie potrafiłabym chyba zaufać obcej kobiecie... napisał/a: zdesperowana21 2008-12-19 00:10 Hej...dostałam polecony z o alimenty w rozwód nadal nie złożyłam...mimo iż jest coraz gorzej-mąż robi się coraz bardziej bezczelny i stać mnie na ten pier...rozwód...a ja już tak bardzo nie chcę być jego żoną!Muszę coś wymyślić ale nic nie przychodzi mi do głowy:( napisał/a: pluszak1 2008-12-19 01:12 pospieszylas sie niestety :( ale coz ,teraz zostaje rozwod :( moze mama Ci pozyczy/ napisał/a: Rosalee 2008-12-19 09:26 pluszak napisal(a):pospieszylas sie niestety :( ale coz ,teraz zostaje rozwod :( moze mama Ci pozyczy/ Z czym się pośpieszyła??:eek: napisał/a: fct 2008-12-19 10:17 Pewnie wcale cię to nie pocieszy ani nie pomoże, ale jak czytam takie historie, to troszku wstyd mi się przyznać, że jestem facetem .... U jednych dziecinność objawia się tym, że bawią się kolejkami inny mówią kobiecie, że zabiorą jej dziecko... Cóż, ja wybieram kolejki. Trzymaj się napisał/a: Nenny 2008-12-19 12:28 Hmm.. chyba rozwod nie powinien byc az takim problemem (no chyba ze faktycznie w tej sytuacji potrzebujesz dobrego adwokata...). Wzor pozwu mozna znalezc w necie i napisac samemu, a koszta sadowe beda ci zwrocone po przedstawieniu zaswiadczenia o dochodach (czy jakos tak) :) W kazdym razie nie zalamuj sie i trzymaj sie dzielnie, "nie ma sytuacji na ziemi bez wyjscia" :) Pozdrawiam i powodzenia! napisał/a: zdesperowana21 2008-12-19 12:39 najgorsze jest to że to wszystko moja wina!:(.Faktem jest że zawsze chciałam mieć dziecko ale głupia byłam wierząc że mój"książe" znalazł mnie w tak młodym nie znałam wtedy świata...może nie znałam ludzi i byłam tępo wpatrzona w ten"ideał". Najgorsze jest tylko to że nie tylko ja się tak w niego moja rodzina była w nim zachwycona-bo jaki ON dobry, miły, uczynny....jak On cię kocha... masz szczęście...głupia byłam że dałam się nabrać na taką grę!!!:mad:.Mama raczej mi pieniędzy nie może o tym będę dopiero z nim wam jeszcze powiedzieć(ciąży mi to na sercu) kobieta która wychowuje się bez ojca ma zawsze przerąbane u szanują jej i czują sie dużo bardziej gdybym miała ojca który dałby mu w dziub jak tylko rzucił pracę to gość by się mnie skarcicie za to co napisałam ale tak właśnie myślę. Kasia choruje na depresję, odkąd była nastolatką, ale do psychiatry trafiła dopiero w wieku 21 lat. W jej domu rodzinnym nigdy nie rozmawiano o jej problemach psychicznych W kwietniu 2021 r. 23-latka znalazła się w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej, spędziła tam dwa tygodnie, a następnie wypisała się na własne życzenie Kasia szczegółowo zaplanowała swoje samobójstwo, a w telefonie do dziś trzyma notatkę, w której opisała krok po kroku, jak będzie ono wyglądało Uratował ją SMS wysłany do byłego chłopaka. Mężczyzna zaalarmował bliskich Kasi, że dziewczyna wzięła tabletki, żeby się zabić Dziś kobieta mówi, że depresja będzie jej towarzyszyć do końca życia Więcej takich tekstów znajdziesz na stronie głównej Onetu Ma 23 lata, na Instagramie założyła konto o nazwie "Kobieta i depresja". Codziennie odpisuje na wiadomości od osób, które borykają się z podobnymi problemami: obniżony nastrój, myśli samobójcze, nerwica, lęki, napady paniki... Bo depresja w Polsce wciąż jest tematem, o którym łatwiej rozmawiać anonimowo, niż z bliskimi. 1. Do psychiatry trafiłam w wieku 21 lat, chociaż już jako nastolatka domyślałam się, że "coś jest ze mną nie tak". Jasne, każdy może mieć gorszy dzień, popłakać do poduszki, co jest całkiem naturalne, zwłaszcza w wieku dorastania. Ale u mnie to było notoryczne. Nie wiedziałam, skąd się brał ten obniżony nastrój, dlaczego akurat ja "tak mam". Byłam smutna. Nie miałam wtedy dobrego kontaktu ani z mamą, ani z tatą. Nigdy nie rozmawiałam z nimi na poważniejsze tematy, nie było też mowy o tym, żeby usiąść i dowiedzieć się od nich na przykład czegoś o seksie. Dziś uważam, że z dzieckiem trzeba mówić o wszystkim. Moja mama sama ciężko choruje, odkąd pamiętam. Jednak nigdy sama mi o tym nie powiedziała, choć nieraz słyszałam pretensje, że jest zmęczona, a my nie wystarczająco jej pomagamy. O chorobie mamy właściwie dowiedziałam się przypadkiem. Kiedyś znalazłam korespondencję mailową z lekarzem, innym razem usłyszałam kłótnię rodziców. Atmosfera domowa nie sprzyjała rozmowom o depresji nastolatki. Zamknęłam się w sobie i odpuściłam. Ale szukałam informacji o chorobach psychicznych w internecie, w książkach. Pochłaniałam tę wiedzę. W pewnym momencie już wiedziałam, że potrzebuję pomocy psychiatry, ale nie miałam swoich pieniędzy. Przeczytaj: Życie do połowy puste 2. Czas płynął. Zdałam maturę, poszłam na studia, depresja nie mijała, nadal byłam przybita, płakałam, nie miałam motywacji, żeby wstawać z łóżka, każda aktywność bolała mnie wręcz fizycznie. Mój ówczesny chłopak powiedział mi w końcu, że jeżeli ja nie poproszę rodziców o pomoc, to on to zrobi. I tak się stało, pojechał do nich do domu, zapukał, wszedł i powiedział, jak wygląda sytuacja: państwa córka potrzebuje pomocy. Chwilę potem dostałam SMS od mamy. Napisała, że mi pomogą, że dostanę od nich pieniądze na terapię i na leki. I tak ponad dwa lata temu zaczęłam brać antydepresanty. Nie zapomnę, jak pierwszy raz wróciłam do domu rodzinnego właśnie po tym, kiedy rodzice dowiedzieli się o mojej depresji. Kontakt z tatą był praktycznie żaden, więc on w ogóle nie poruszył tematu mojej choroby. Mama bezpośrednio nie spytała mnie ani o objawy, ani o samopoczucie. Padło jedynie: jak tam? Wiedziałam, że miała na myśli właśnie mój stan psychiczny i to, jak się trzymam. Ale odpowiedziałam wymijająco, bo jak inaczej zareagować? Nie czułam jej wsparcia. Znowu odpuściłam. Całe szczęście miałam chłopaka, który mnie wtedy bardzo wspierał w leczeniu i chyba do końca życia będę mu za to wdzięczna, mimo że nie jesteśmy już razem. A nie było mu łatwo. Pamiętam dokładnie wieczór, kiedy wzięłam pierwszą tabletkę na sen. Po pięciu minutach poczułam, jakbym była po prostu naćpana i zasnęłam. Tak minęły dwa tygodnie. Rano brałam leki na dzień, wieczorem — na noc. Nie odczułam skutków ubocznych, jedynie lekko obniżone libido, ale po miesiącu zaczęłam czuć się lepiej, jednak nie na długo. 3. Kryzys przyszedł niespodziewanie rok temu. To był bardzo dziwny okres w moim życiu. Wydawało mi się, że jestem całkiem szczęśliwa. Choć rozstałam się z tamtym chłopakiem, to jednak weszłam w nowy związek, który zapowiadał się dobrze. Problem stanowiły relacje z moją mamą, która miała swoje problemy, zerwała ze mną kontakt po tym, jak rodzice się rozwiedli, a ja zamieszkałam z ojcem. Ja jednak skupiłam się na budowaniu relacji z tatą, szłam do przodu. W tamtym okresie studiowałam i pracowałam jednocześnie. Dla mojego organizmu okazało się to zbyt dużym wyzwaniem. Poza tym jestem perfekcjonistką, obsesyjnie bałam się, że zrobię coś źle, dlatego ciągle się doszkalałam. Miłość? W związku dostawałam wtedy bardzo dużo miłości od partnera, ale nie byłam w stanie jej odwzajemnić i to sprawiało, że bardzo źle się z tym czułam. Choć z natury jestem uczuciowa i czuła, w tamtym momencie byłam obojętna. Chciałam się rozstać, ale bałam się, że złamię tym rozstaniem mojemu partnerowi serce. Miałam wątpliwości, zastanawiałam się: może dalej kocham mojego byłego partnera? Postanowiłam więc do niego napisać. Kiedy wyznał, że on już nic do mnie nie czuje, załamałam się. Te trzy czynniki skumulowały się w moim życiu w marcu ubiegłego roku. Dodatkowo nieco wcześniej zdecydowałam się na samodzielne odstawienie leków, co znacząco wpłynęło na obniżenie mojego nastroju. Nie mając wystarczającej odwagi i siły na to, by szczerze porozmawiać z chłopakiem, postanowiłam popełnić samobójstwo. Przeczytaj: Dwukrotny wzrost liczby prób samobójczych wśród nastolatek. Ekspertka: to nie jest przypadek Wszystko miałam zaplanowane dzień wcześniej. Do tej pory trzymam w telefonie notatkę z 26 marca zatytułowaną "Chcę się zabić" i kartkę, na której godzina po godzinie pisałam, co się dzieje. "Wstałam, jest Tata wrócił do domu o nie mogę się zabić" — zanotowałam. Zależało mi na tym, jeśli moja próba samobójcza by się powiodła, żeby nie znalazł mnie tata, tylko partner, który do mnie przyjeżdżał. Tatę chciałam przed tym ochronić. I nagle okazało się, że on zmienił plany i został na weekend w domu, choć miał wyjechać w rodzinne strony. Napisałam wtedy w notatce: nawet zabić się nie potrafię. Tego wieczora mój partner przyjechał do mnie zmęczony po pracy i położył się spać. Tata był w pokoju obok. W momencie, w którym wzięłam leki, wysłałam wiadomość do mojego byłego partnera i do obecnego, który leżał w łóżku obok i spał. Wcześniej wyciszyłam jego telefon, by dźwięk SMS-a go nie obudził. Napisałam, co zrobiłam. Były partner zareagował natychmiast. Nie mogąc dodzwonić się do mnie, próbował skontaktować się moim chłopakiem, w końcu udało mu się połączyć z moim bratem. Brat zaalarmował mojego tatę. Kiedy usłyszałam, że ojciec z kimś rozmawia, domyśliłam się, że on już wie i byłam przerażona. Nie wiedziałam, jak mam mu wytłumaczyć to, co się stało, zaczęłam budzić partnera. W tym momencie tata wszedł do pokoju, zaczął zadawać mi pytania, ale ja nie potrafiłam nic powiedzieć, tylko płakałam. Zgotowałam niezłą traumę i tacie i partnerowi. Mam ogromne wyrzuty sumienia z tego powodu. To jest coś, co muszę sobie przepracować na terapii. Z perspektywy czasu uważam, że podejmując decyzję o samobójstwie, myślałam tylko o sobie. Wydawało mi się, że kiedy odejdę, wszystkim będzie lepiej. Może trochę popłaczą, ale to minie. Zobacz też: "W kryzysie szukałem pomocy, ale słyszałem tylko: »Nie myśl o głupotach«" [LIST]" Ojciec zdecydował, że zabierze mnie do szpitala. Na SOR-ze spędziłam całą noc, sama. Pandemia sprawiła, że pacjentom ograniczono kontakty z bliskimi. To zabolało mnie jeszcze bardziej, choć wydawało mi się wtedy, że jak na okoliczności, w których się znalazłam, jestem silna. Zastanawiam się, co by się stało, gdyby takie słowa od lekarza usłyszała nastolatka po próbie samobójczej? Nad ranem tata wyprosił na personelu, żeby go do mnie wpuścili, przekazał mi walizkę z ubraniami. Dowiedzieliśmy się, że zawożą mnie do szpitala psychiatrycznego. Pomyślałam: może tam będzie lepiej? Nie wiedziałam jeszcze, z czym się wiąże pobyt w szpitalu psychiatrycznym. Dziś nie wiem, czy tak wygląda każdy pobyt, czy tylko ja miałam pecha. Były tam dwie naprawdę empatyczne pielęgniarki, które starały się okazać zainteresowanie stanem pacjentów, poprawiać im humor. Ale resztę cechowała jedynie obojętność: robili tyle, ile mieli zrobić, nic więcej, zero indywidualnego podejścia. Szpital wspominam tragicznie, a spędziłam tam dwa tygodnie. Przyjmowałam leki, czułam się otumaniona, wyciszona. Zabrano mi telefon. Wiedziałam, że mi go zabiorą, ale nie zdawałam sobie sprawy, że aż na cały pobyt. Poza tym na początku miałam ze sobą tylko kilka ubrań, które tata spakował mi do walizki. Pierwsze dwa dni płakałam w łóżku, później było trochę lepiej, bo ojciec przywiózł mi książki. Ale dla mnie chyba najgorsze jest to, że byłam tam dwa tygodnie po próbie samobójczej, a psycholog odwiedził mnie dwa razy. I ta rozmowa trwała za każdym razem 15 minut. "Dlaczego to zrobiłaś?", "Jak wyglądają twoje relacje z rodzicami, z chłopakiem?". Taka najzwyklejsza konwersacja. A drugie spotkanie było bardziej po to, żeby stwierdzić, czy ja mam tylko depresję, czy jeszcze jakieś zaburzenia poznawcze. Dwa tygodnie po tym, jak na własne żądanie wyszłam ze szpitala psychiatrycznego, założyłam konto na Instagramie. Byłam wtedy w złym stanie. Dostałam nowe leki, nie miałam apetytu. Całymi dniami leżałam w łóżku. Pewnej nocy po prostu spontanicznie założyłam anonimowe konto, które nazwałam "Kobieta i depresja". Pamiętałam, że jako nastolatka byłam ciekawa wypowiedzi ludzi chorych na depresję, ale było ich bardzo mało w internecie. Pomyślałam sobie wtedy, że może założenie konta będzie dla mnie taką formą psychoterapii, że będę mogła wyrzucić z siebie złe emocje i doświadczenia, a jednocześnie komuś, kto przeczyta o moich doświadczeniach, pomogę. Początkowo bałam się, że wiadomości od czytelników i problemy, którymi zaczną się ze mną dzielić, zbyt mocno mnie obciążą, ale okazało się, że całkiem nieźle daję sobie radę. Zdarza się, że ludzie opisują mi przerażające historie. Zawsze staram się odpisywać i coś doradzić, ale nie "siedzi" to ze mną w głowie. 4. Depresja znacząco wpływa na związek z partnerem. Życie z osobą, która ma depresję, jest trudne. Często muszę tłumaczyć mojemu chłopakowi, że to, że płaczę, nie znaczy, że on mnie krzywdzi. Płacz daje mi możliwość oczyszczenia się, przynosi ulgę po ciężkim dniu. Wiem, że trudno jest patrzeć, jak ukochana osoba płacze, dlatego dużo rozmawiam z partnerem, tłumaczę mu swoje emocje. Dziś kontynuuję leczenie i jak każdy mam czasami gorszy czas, ale na co dzień nie odczuwam swojej depresji, nie utożsamiam się z tą chorobą. Myślę, że osoby borykające się z podobnymi problemami psychicznymi potrzebują od otoczenia przede wszystkim empatii. Czasem wystarczy mi, że partner przytuli mnie i powie: jutro będzie lepiej, lżej. Chcę od niego usłyszeć, że dam radę. Początkowo w to nie uwierzę, ale potem rozumiem, że ma rację. Bo tak właściwie, co strasznego może się wydarzyć? Choć nie studiowałam psychologii, mam dużą wiedzę na temat depresji, bo od kilku lat na własną rękę szkolę się, czytam naukowe i popularnonaukowe artykuły na ten temat. Staram się też "edukować" partnera, by łatwiej mu było mnie zrozumieć i odpowiednio reagować w sytuacjach kryzysowych. Istotna w procesie leczenia depresji jest terapia. Wydaje mi się, że trafiłam na kompetentną osobę. Moja terapeutka bardzo pomogła mi poukładać sobie w głowie relacje z moją mamą. Ta relacja, bardzo ważna dla mnie, młodej dziewczyny wchodzącej w życie, była od samego początku toksyczna. Dziś nie mam z mamą żadnego kontaktu, ponieważ ona tego nie chce. Przyjęłam jej decyzję z ciężkim sercem. Trafiłam na terapię zaraz po tym, jak mama zniknęła z mojego życia, ale w trakcie rozmów z psychoterapeutką odkryłam, że praktycznie wszystko, co funkcjonowało w mojej głowie "nie tak", było związane z naszymi relacjami. Skoro czuję się szczęśliwsza, od kiedy mamy nie ma w moim życiu, to widocznie tak musi być. Z tatą jest zupełnie inaczej. Moi rodzice rozstali się w momencie, gdy mama zdecydowała się na zerwanie kontaktu ze mną. Zamieszkałam wtedy z tatą i żyjemy pod jednym dachem do tej pory. Wcześniej nawet dobrze się nie znaliśmy, bo kiedy byłam mała, pracował za granicą. Gdy wrócił, dojeżdżał do pracy, w domu prawie w ogóle nie bywał. No i mama zawsze na niego narzekała. Nauczyłam się, że tata jest zły. Po rozstaniu rodziców bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Tata bardzo starał się naprawić relację ze mną, choć na początku to było krępujące. Przychodził do mnie i pytał, czy pójdę z nim na spacer. Zgadzałam się i na początku chodziliśmy w kompletnej ciszy, bo nie mieliśmy o czym rozmawiać. Z czasem zaczęły się pojawiać wspólne tematy, otworzyłam się przed nim. Dziś mijają dwa lata, odkąd postanowiliśmy dać sobie szansę i muszę zaznaczyć, że mamy naprawdę świetny kontakt. Kiedy rozmawiamy, nie boję się mu powiedzieć, że idę do psychiatry po leki. Póki mogę, chcę mieszkać z tatą, chcę nadrobić moje dzieciństwo. Badania psychologów i psychiatrów mówią, że depresję można wyleczyć, ja ma inne spostrzeżenia. Wydaje mi się, że jeżeli depresja towarzyszy nam od lat, ale zostaje zdiagnozowana późno, to już na zawsze pozostanie częścią naszego życia. Już zawsze będę czujna, uważna na kolejne spadki nastroju. Dziś jestem szczęśliwa, w przyszłości chcę mieć dzieci i wiem, że jestem narażona na ryzyko depresji poporodowej. Ale ta świadomość pozwala mi się lepiej do tego przygotować do macierzyństwa. Żyję w przekonaniu, że depresja nie zniknie całkowicie. Myślę, że w jakimś stopniu będzie stale tuż obok i akceptuję to. Dla wszystkich osób w kryzysie, a także ich bliskich, działa serwis To pierwszy w Europie serwis pomocowo-edukacyjny podejmujący temat zapobiegania samobójstw i pomocy osobom, które są nim dotknięte. Jeśli zmagasz się z myślami samobójczymi, możesz skorzystać z darmowych infolinii: Antydepresyjny Telefon Zaufania (od poniedziałku do piątku w godz. 15-20) - 22 484 88 01, Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym, codziennie od godz. 14 do 22 - 116 123, Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, czynny codziennie przez całą dobę - 116 111, Zawsze możesz po prostu zadzwonić pod nr alarmowy 112 i zgłosić zagrożenie życia swojego lub osoby, o której wiesz, że planuje samobójstwo.

moja mama chce się zabić